Właśnie czytasz

10 trików, dzięki którym nauczyłam się ćwiczyć w domu

776  
Udostępnij: 

10 trików, dzięki którym nauczyłam się ćwiczyć w domu

Moim największym wyzwaniem było zmuszenie się do wyjścia na siłownię. Sama aktywność fizyczna nie wymagała ode mnie tyle samozaparcia. Zanim ćwiczenia zaczęły mi sprawiać przyjemność, musiało upłynąć kilka tygodni. Później miałam przerwę z powodu urlopu macierzyńskiego – i nagle mój powrót do zdrowego ruchu oddalał się coraz bardziej…

6. 4. 2020 6 Min czytania Jana Duffková
10 trików, dzięki którym nauczyłam się ćwiczyć w domu

Pewnego dnia nastąpił przełom – zaczęłam się zdrowiej odżywiać i trochę schudłam. Wiedziałam, że jeśli naprawdę chcę być w formie, powinnam zacząć się ruszać. Wcześniej chodziłabym na siłownię, ale z małym dzieckiem było to dla mnie nieosiągalne. Po pierwsze, za każdym razem musiałabym mieć zapewnioną (i zapłaconą) opiekę dla dziecka, a po drugie, musiałabym znaleźć czas nie tylko na zajęcia, ale i na podróż w tę i z powrotem. Przy wszystkich obowiązkach domowych już toczyłam walkę z czasem. Postanowiłam więc, że będę ćwiczyła w domu.

Nie wiem jak dla Ciebie, ale dla mnie ćwiczenia w domu są zawsze z początku trudniejsze niż chodzenie na regularne zajęcia gdzieś na mieście. Gdy już sobie zapiszę w kalendarzu, że w poniedziałek o piątej idę na jogę, to jest to dla mnie zobowiązanie. Jeśli nie przyjdę o umówionej godzinie, tracę nie tylko godzinę ćwiczeń, ale także pieniądze. Za to w domu łatwo sobie powiedzieć: „Jutro…“ Z jutra robi się pojutrze, a z pojutrza nigdy.

Jednak już prawie rok (naprawdę!) dość regularnie ćwiczę w domu i mogę powiedzieć, że mi się udało. Oto wskazówki, które pomogły mi w tym wytrwać.

Ćwiczenia traktuję jak zobowiązanie, tak samo jakbym wychodziła ćwiczyć „na miasto”

Ćwiczenia wybrałam oglądając filmiki w Internecie. Zaczęłam ćwiczyć codziennie przez 30 minut.

Przeanalizowałam swój plan dnia i wyznaczyłam sobie czas wieczorem, zaraz po tym jak położę synka spać. W ten sposób ćwiczenia stały się stałym punktem programu, równie ważnym jak usypianie synka i przygotowanie kolacji. Moja przyjaciółka natomiast wpisuje sobie ćwiczenia do kalendarza, tak aby również reszta rodziny liczyła się z tym, że w określonym czasie ma czas tylko dla siebie.

Na początku ćwiczyłam z umiarem, ponieważ miałam za sobą kilka „leniwych miesięcy“. Nie należy przedobrzyć na starcie – to naprawdę ważne, bo ból mięśni w kolejnych dniach może człowieka szybko zniechęcić do dalszego ruchu.

W domu ćwiczę według filmików z Internetu

Uświadomiłam sobie, dlaczego to robię

Na początku bardzo ważna była dla mnie sama świadomość, dlaczego to robię. Trochę schudłam i czułam potrzebę ujędrnienia ciała. Chciałam nie musieć wciągać brzucha mając na sobie kostium kąpielowy. Moim celem były więc jędrniejsze ciało i bardziej płaski brzuch. A Ty, jaki masz cel? Chcesz schudnąć, a może mieć więcej energii? Chcesz się lepiej się czuć sama ze sobą, poprawić elastyczność mięśni, wzmocnić kondycję? To zależy tylko od Ciebie. :-) Bardzo pomogło mi wyobrażanie sobie, jak to będzie, gdy już poprawię kondycję.

Kiedy już przyzwyczaiłam się do ćwiczeń, stały się częścią mojego stylu życia

Ćwiczenia zaczęły mi sprawiać przyjemność, przede wszystkim w momencie, gdy uświadomiłam sobie, że to nie jest przykry obowiązek, ale część mojego dnia. Zaczęłam nagle postrzegać samą siebie jako „aktywną dziewczynę“ i już nie musiałam się do niczego zmuszać. Kiedy wyjechaliśmy na urlop, po raz pierwszy w życiu interesowała mnie siłownia hotelowa i cieszyłam się, że już następnego dnia po wylocie, mogę pójść pobiegać na bieżni.

Przestałam szukać wymówek przed samą sobą

Nie do wiary, ile wymówek potrafię sobie znaleźć, kiedy mam „leniwy dzień“. Stopniowo jednak nauczyłam się wyrzucać z głowy wymówki. Zamiast zastanawiania się, dlaczego czegoś nie da się zrobić. Staram skupiać się na tym, w jaki sposób to zrobić i co dobrego mi to przyniesie. To jest dobre, nie tylko przy ćwiczeniu, ale też w życiu codziennym.

Na przykład:

  • Wczoraj była impreza, więc dziś jestem zmęczona? To świetna okazja, aby się z rana trochę rozruszać.
  • Nie mogę ćwiczyć, bo idziemy wieczorem do kina? Trudno, poćwiczę rano i urządzimy sobie z tego z synem wspólną zabawę.

Bardzo mało wymówek jest nie do obalenia. :-)

Wybrałam dla siebie rodzaj ruchu, jaki mi odpowiada

Niesłychanie ważne jest, aby robić naprawdę to, co Cię kręci. Jeśli przez całe życie masz niechęć do biegania, spróbuj kilka razy pobiegać, ale jeśli niechęć nie znika, być może należy poszukać innej aktywności. Ilekroć czegoś naprawdę nie lubię, nigdy przy tym nie wytrwam, a już w ogóle nie dojdę do etapu, w którym jakimś cudem zacznie mi się to podobać. Trzeba znaleźć równowagę pomiędzy tym, aby aktywność była przyjemna i dawała efekty.

Znalazłam sobie towarzystwo – przez Internet

We dwójkę (lub z większą grupą osób) wszystko idzie łatwiej, każdy z nas o tym wie. Nie zapraszam przyjaciółek na treningi do domu, ale motywujemy się na odległość. Ćwiczymy każda sama, ale wspólnie dzielimy sukcesy i motywujemy się nawzajem, gdy którąś z nas zaskoczy nagłe lenistwo. Mnie bardzo pomaga, gdy publicznie ogłoszę: „Zaczęłam ćwiczyć, bo chcę ujędrnić ciało.“ Wtedy czuję się mocniej zobowiązana, aby dojść do celu, ponieważ nie chciałabym okazać braku silnej woli i tego, że nie potrafię. Wszystko jedno, czy powiedziałam to tylko mężowi czy też napisałam to na Instagramie.

Gdy (już chyba dwudziesty raz) znowu zaczynałam biegać, wezwałam znajomych na Instagramie, aby się ze mną podzielili, jeśli także podejmą się tej aktywności. Teraz już tyle nie biegam, ale od czasu do czasu wspieramy się pod hashtagiem #bieganie. Czasem mi się zdarza, że w danym dniu nie mam w planach ćwiczyć, ale widząc, ile dziewczyn dołączyło do mojego wyzwania na odległość, czuję się na tyle zmotywowana, że mimo to oddaje się jakiejś aktywności.

Odhaczam sobie ćwiczenia w kalendarzu

Pomaga mi to dostrzegać namacalne efekty – w pracy i w sporcie. Na ciele, ma się rozumieć, nie widać efektów z dnia na dzień, ale taki odfajkowujący kalendarz to świetny kumpel! Dobrze jest umieścić go w widocznym miejscu, na przykład na lodówce. Zaznacz sobie w nim dni, kiedy i jak masz w planach ćwiczyć i odhaczaj treningi. To doskonałe zakończenie każdej aktywności.

Możesz też pisać sobie dzienniczek, w którym odnotujesz, co już potrafisz – na początku na przykład wystarczy pięć burpees, ale po miesiącu już z łatwością zrobisz ich dziesięć.

kalendarz ćwiczeń

Dokumentuję efekty

Jak już wspominałam, lubię namacalne efekty. Zanim rozpocznę nowe wyzwanie sportowe, robię sobie zdjęcie, ważę się i mierzę. Podobnie postępuję, gdy nie jestem pewna, czy idzie mi dobrze. Robię też zdjęcia po treningach. Jeśli widzę postępy, ogromnie mnie to dopinguje. Patrzę na siebie codziennie, dlatego nieraz nie zauważam, jak długą drogę już przeszłam. Dzięki takiej formie dokumentacji mam bardziej obiektywne spojrzenie na siebie i ćwiczenia.

Moja waga na starcie (przy wysokości 170 cm) w lipcu 2018 wynosiła 75 kg. Na początku listopada 2018 wskazówka zatrzymała się na wartości 61 kg.

Do ćwiczeń włączam dobrą muzykę

Muzyka ma na człowieka ogromny wpływ. Na Spotify (aplikacja do słuchania piosenek, głównie w telefonie komórkowym) utworzyłam sobie własną listę muzyczną, której słucham podczas ćwiczeń. Często przyjemność sprawia mi samo słuchanie muzyki i to mnie dodatkowo motywuje do ćwiczeń.

Propozycje aplikacji muzycznych


Lubię Spotify, ale jest jeszcze Deezer albo Google Music. Wszystkie mają także wersję polską. Możesz tworzyć własne listy utworów (playlisty) albo wybrać sobie którąś z gotowych. Szukaj pod hasłami energyworkout.

Nagradzam się

Kiedy wytyczam sobie jakiś cel, często wymyślam też jakąś nagrodę. Może to być nowy strój do ćwiczeń, wizyta u fryzjera albo coś słodkiego w mojej ulubionej cukierni. Oczywiście najlepszą nagrodą jest zadowolenie z siebie, ale musimy się też czasami odrobinę porozpieszczać. :-)

Jeśli podoba Ci się ten artykuł, może Cię też zainteresować
Kolejne artykuły