Właśnie czytasz

Kolejne dziecko – chęci vs obawy

754  
Udostępnij: 

Kolejne dziecko – chęci vs obawy

Jako jedynaczka zawsze planowałam wielką rodzinę: przynajmniej trójka dzieci, żeby nikt nie miał poczucia, że jest sam. Z czasem ograniczyłam wizję do „ przynajmniej dwójka a potem zobaczymy”. I wszystko wskazuje na to, że na dwójce skończymy.

4. 4. 2020 5 Min czytania Redakcja
Kolejne dziecko – chęci vs obawy

Gdyby jeszcze kilka lat temu koleżanka zwierzyła mi się z podobnego dylematu, moja rada byłaby jasna: jeśli chcesz kolejnego dziecka i masz do tego przynajmniej minimalne warunki, nie wahaj się – może czeka cię kilka ciężkich lat, ale jeśli tego nie zrobisz, będziesz żałować przez całe życie!

Ale jak to zwykle bywa, kiedy musisz zmierzyć się z takim problemem sama, nic nie jest takie proste. Już drugie dziecko dało nam się we znaki – mnie fizycznie, w przypadku reszty rodziny nastroje zmieniły się diametralnie i przez jakiś czas każdy dzień był walką o przetrwanie. Kiedy starszej córce urodził się braciszek miała niecałe dwa latka i trzy miesiące. Była ze mną w domu, do przedszkola dwa razy w tygodniu zaczęła chodzić dopiero po pół roku. Starałam się jej nie zaniedbywać, ale mały był wymagającym bobasem. Mąż wstawał o piątej do pracy, do której dojeżdżał codziennie prawie dwie godziny…

Zdjęcie ilustracyjne

Niewiele pamiętam z tego okresu, oprócz częstego płaczu. Wkładałam syna do wózka i płacz. Po drodze na plac zabaw zasypiał, jednak jak tylko wózek się zatrzymywał, po kilku minutach się budził i znowu płacz. Jak w zaczarowanym kręgu, próbować uspokoić dziecko na placu zabaw lub jednak wrócić do domu, czego córka oczywiście nie chciała przyjąć do wiadomości. Wieczorem po położeniu dziecka spać, jeśli nie leżałam obok niego, budził się w ciągu pięciu minut, więc brałam prysznic i czyściłam zęby słuchając ciągłego płaczu, żeby o 9 rano móc pójść spać z bąbelkiem (Zdrowy umysł uratował mi wtedy Kindle z podświetleniem ekranu – polecam jako obowiązkowy element wyprawki każdej przyszłej mamy!)

Zegar biologiczny wodzi na pokuszenie

Jasne, w końcu wszystko mija – i podobnie jak z czasem wyparuje wspomnienie porodu i mnie po kilku latach ulżyło, a wtedy zaczął przypominać o sobie zegar biologiczny. Jeszcze to trzecie, podpowiadał. Zawsze chciałaś trójkę. Ani jedno dziecko nie odziedziczyło twoich zielonych oczu! Kiedy starsze są w przedszkolu mogłabyś się w końcu nacieszyć maleństwem. Nie tak jak wtedy, kiedy byłaś zestresowaną pierworódką z niewystarczającą ilością mleka, której dziecko rozpaczliwie płakało z głodu. Albo przy drugim, z maluchem za plecami, podczas gdy bobas całą swoją życiową energię wkładał w wyrażenie swojego rozwścieczonego niezadowolenia z bycia niemowlakiem, że nie jest w stanie się przemieszczać, nie może nic jeść i nikt go nie rozumie.

Zdjęcie ilustracyjne

Mąż był jednak nieugięty, a ja nie mogłam się dziwić ani być rozczarowana: od początku chciał jedno dziecko, maksymalnie dwoje. Najgorsze było to, że w zasadzie zgadzałam się z jego argumentami: sama nie potrafiłam sobie wyobrazić, że znów przechodzę przez to wszystko. Jeszcze nie zapomniałam jak bardzo wkurzało mnie, że z powodu totalnie antywycieczkowego bobasa musieliśmy ograniczyć wspólne wyjazdy do minimum, a ciekawe miejsca mąż odwiedzał z córką sam. Wiedziałam dobrze – bo pragnienie wzmagało na sile w czasie owulacji, podczas gdy przez resztę cyklu wizja trzeciej ciąży wywoływała u mnie raczej gęsią skórkę – że zdradza mnie moje ciało, które wyczuwa ostatnią szansę na biologiczną reprodukcję. Mam 37 lat. Jasne, wiele kobiet ma dzieci jeszcze grubo po czterdziestce, ale w związku z komplikacjami podczas drugiej ciąży w wieku 32 lat, czuję, że moje ciało ma najprawdopodobniej ostatni rok, kiedy zniesie takie obciążenie bez większych konsekwencji.

Strach przed tym co znam, ale jeszcze większy strach przed tym czego nie znam

Nie będę kłamać: lubię wygodę, którą mam i jestem trochę tchórzem. Koleżanki i znajome z Internetu, które z dwójką dzieci (przynajmniej z pozoru) świetnie dawały sobie radę, z trzecim sprawiają wrażenie znacznie bardziej wymęczonych. Najtrudniej jest oczywiście, kiedy cała trójka urodziła się na przestrzeni pięciu lat; im większe odstępy, tym mniejsze jest uderzenie, ale zmianę widać u wszystkich – kilka z nich postanowiło zrezygnować z internetowych kanałów komunikacyjnych, gdzie dotychczas regularnie rozmawiałyśmy i utrzymywałyśmy się przy zdrowych zmysłach. Inne musiały poświęcić swoje hobby. Są niewyspane, wyczerpane fizycznie naprzemiennym byciem w ciąży i okresem karmienia, niektóre przechodzą kryzys małżeński… a ja, kiedy wiem, że z drugim poradziłam sobie ledwo, ledwo, na trzecie świadomie bym się z pewnością nie zdecydowała.

Druga sprawa: nigdy nie wiadomo, czy wszystko będzie w porządku. Nawet gdybym postanowiła zacisnąć zęby i wytrzymać kilka lat karmienia piersią, rosnących zębów, nocnego wstawania i taszczenia wózka w MPK, nie muszą to być jedyne komplikacje, które przyjdą wraz z trzecim dzieckiem. A co gdyby urodziło się nie w pełni zdrowe, albo gdybym to ja miała poważne skutki poporodowe. Tak, to katastroficzne scenariusze, ale i takie scenariusze pisze życie. My za to mamy dwójkę bardzo konkretnych dzieci, które musimy brać pod uwagę przy każdym planowaniu.

Zdjęcie ilustracyjne

…chociaż nie wszystko da się zaplanować

Mam koleżankę. Jesteśmy sobie bliskie dzięki wspólnym zainteresowaniom, sytuacji rodzinnej, a przede wszystkim dzieciom: są praktycznie w takim samym wieku, między naszymi synami jest tylko miesiąc różnicy. Dlatego jest zrozumiałe, że obie rozważałyśmy kolejnego potomka i doszłyśmy do podobnych wniosków. Ja teoretycznie pragnęłam trzeciego dziecka bardziej. Ona czasem opiekowała się pierwszym synem swojego męża, więc była bardziej kategoryczna: trzecie zdecydowanie nie. Dlatego byłam w szoku kiedy w zeszłym roku w lutym napisała mi: będziemy mieć nowego członka rodziny… „ Sprawiliście sobie pieska?” odpisałam – naprawdę spodziewała się innej reakcji?

No, nie był to piesek. W październiku urodził im się trzeci syn, zupełnie niespodziewany, nieplanowany… w dodatku bardzo wesoły i pogodny. Dzidziuś nagroda. Koleżanka, która kiedy jej syn zaczął chodzić do przedszkola, miała wrócić do pracy, teraz z maluchem pracuje z domu i robi coś zupełnie innego. Ma pracy po uszy, ale jednocześnie czuje, że tak właśnie miało być. Ja z kolei doszłam do innego wniosku (może to tylko chwilowe, choć myślę, że to ostateczna wersja), może z drugiej strony barykady: gdyby trzecie dziecko naprawdę chciało przyjść na ten świat, znajdzie sobie sposób, bo antykoncepcja chroniąca w 100% i tak nie istnieje. Jak tak na to wszystko patrzę, mam wrażenie, że u nas miało być właśnie tak, jak jest teraz.

Zdjęcie ilustracyjne

Swoją drogą: życzę szczęścia wszystkim swoim koleżankom, które pokonały strach i zdecydowały się na trzecie dziecko. Naprawdę szczerze. Zrozumiałam już, że każda rodzina jest na swój sposób unikatowa i dla każdej coś innego jest lepsze.

Co należy wziąć pod uwagę podczas planowania kolejnego dziecka?


Przyjście na świat nowego człowieka niesie za sobą ogrom odpowiedzialności. W rozważaniach nad kolejnym członkiem rodziny mogą pomóc poniższe pytania:

  • Wyobraź sobie, jak to będzie w przyszłości, nie tylko teraz, ale za jakiś czas. (Mniej więcej za rok, pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat.) Będę bardziej zadowolona, kiedy to zrobię?
  • Czy moje życie będzie gorsze, jeśli się na to nie zdecyduję?
  • Co stracę, jeśli to zrobię? Będzie mi przykro czy nie?
  • Co o tym myśli mój mąż?
  • Jak będzie się z nim dogadywać rodzeństwo – teraz, za pięć lat, za dziesięć lat?
  • Jesteśmy na to przygotowani finansowo? Damy radę to zorganizować?

Przeczytaj również

Jak radzę sobie z nadmiarem energii u mojego dziecka?
Jak radzę sobie z nadmiarem energii u mo…961
Instagram (nie)idealny
Instagram (nie)idealny526
Ćwiczenia, które pomogły mi z bólem pleców po porodzie
Ćwiczenia, które pomogły mi z bólem plec…893
Kolejne artykuły